Właściwie to był pomysł Sebastiana, bo bywał tam wielokrotnie z rodzicami jak również z Hanką i Mareczkiem. Czy był jeszcze z kimś innym? Tego nie wiem.
Zarezerwowałam ze swojego konta na Booking apartament, który wybrał Sebastian, pokrywając połowę kosztów wyprawy.
Na początku listopada po raz pierwszy pojawiłam się u Sebastiana w domu, zostawiając auto w jego garażu i przepakowując się do Smarta. Wyruszyliśmy w drogę !
Pomimo początkowego zamieszania z miejscem noclegowym, które okazało się być w innym miejscu niż myślał Sebastian finalnie znaleźliśmy nasze (jak się okazało) mieszkanie w bloku.
Na miejscu Seba pokazywał mi apartamenty i pensjonaty w których mieszkał. Udało się nam również zarwać łóżko na którym (niekoniecznie) spaliśmy, w wyniku czego przenieśliśmy się na kanapę :)
Dużo spacerowaliśmy, Seba morsował i przyrządzaliśmy wspólne posiłki. Jadaliśmy też w restauracjach, zamiennie pokrywając koszty jedzenia. Nigdy nie zapomnę pysznych szaszłyków z wędzonej ryby która kupiłam w budce przy ulicy.
Pewnego wieczoru przechodząc koło jubilera, zapytałam dla żartu "A może kupisz mi pierścionek zaręczynowy". Ku mojemu zdziwieniu Sebciu natychmiast zabrał mnie do środka i zaczęliśmy oglądać pierścionki. Siedząc później na promenadzie kiedy zamieniliśmy się czapkami (strasznie żałuję, że nie mogę znaleźć tego zdjęcia ). Sebastian zapytał mnie czy chciałabym zostać jego żoną.
Odpowiedziałam na to że ma ładne nazwisko i chętnie zmieniałabym swoje, i że długość znajomości nie jest gwarancją powodzenia związku (nadal w to wierzę).
Pełni nadziei i optymizmu wróciliśmy do domu. Mówił że M na tatuażu w serduszku będzie oznaczało Mamę Marka i Małgorzatę, a tatuaż był wykonany już po zerwaniu z poprzednimi Gośkami.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz