Ech miłość jest jednak głupia i ślepa...
Pomimo tylu upokorzeń nie umiem chować długo urazy i żal mi było chłopaka, który był tak nieszczęśliwie zakochany.
Postanowiłam zapytać jak się czuje i czy wszystko u niego w porządku.
I tak znowu postanowiliśmy się spotkać. Sebastian przyjechał do mnie i spędziliśmy trochę czasu rozmawiając. Twierdził że tamten związek nie ma dla niego żadnego znaczenia podobnie jak Gosia N.
W międzyczasie na dłoni Sebastiana pojawił się tatuaż czaszki. Zapytałam jakie ma znaczenie. Odpowiedział że chce się oszpecić żeby nie chciała go już żadna dziewczyna i że tą dłonią nie dotknie już żadnej innej kobiety.
Zaproponował czy nie wybiorę się z nim na imprezę do jego znajomych. Na co ja odpowiedziałam, że tego dnia pracuję ale jak uda mi się skończyć wcześniej to chętnie.
Później się położył i zmęczony zasnął.
A ja znów poczułam się dla niego ważna i miałam nadzieję, że może uda się jeszcze wszystko naprawić?
Będąc w pracy pisałam do Seby czy idzie na imprezę ale twierdził że mu się nie chce. Finalnie jednak pojechał.
Kiedy skończyłam wcześniej pracę postanowiłam że skoro mnie zaprosił to chętnie poznam jego znajomych, Sebastian jednak nie odbierał telefonu. Wiedziałam że będzie u koleżanki Iwony a mając jej numer (bo ona była osobą która napisała do mnie w sprawie zwrotu pierścionka) postanowiłam do niej zadzwonić. Tu też jednak nikt nie odebrał.
Zaniepokojona, przypominając sobie słowa Seby że czy gdyby coś mu się stało to starałabym się go znaleźć, postanowiłam napisać do jego mamy. Nie chciało mi się wierzyć że Seba mnie... zwyczajnie olał.
Dostałam informację zwrotną, że Sebastian jest na imprezie i zapomniał telefonu z samochodu.
Później jak można się domyśleć zadzwonił z pretensjami że nie powinnam wydzwaniać do jego znajomych ani pisać do jego mamy. Znów ze mną zerwał.
To ostatnie zdjęcia które zrobił nam Seba u mnie w domu.
Był koniec stycznia, nie pamiętam już co sprawiło że Sebastian ponownie przyjechał, może chciałam znów spróbować zawalczyć o to co było dobre...
Na pewno przemawiała przeze mnie miłość, głupia miłość która pomimo upokorzeń potrafi wybaczyć :(
Kiedy przyjechał po raz ostatni do mojego domu był zimny i obcy, przypuszczam że wtedy na tapecie była już inna kobieta...
Ja byłam otwarta i czuła, przytulając się i całując mówiłam że wszystko uda się jeszcze naprawić. W zamian otrzymałam obojętność i słowa że on już tu nigdy nie wróci a nasz związek nie ma jakiegokolwiek sensu. Czując się ponownie upokorzona i odepchnięta rozpłakałam się mówiąc żeby wyszedł. Sebastian powiedział że kiedyś o nim zapomnę a cierpliwość i czas są moimi sprzymierzeńcami.
Następnego dnia przepraszał, jak zwykle ... obiecując zmianę poprawę i zmiany i wsparcie i gotowość pójścia no kompromisy..
Ale ja nie spałam całą noc, podczas której obiecałam sobie że już nigdy nie pozwolę mu dać sobą pomiatać, i nigdy nie dopuszczę do głosu serca, kierując się wyłącznie rozsądkiem. Takiej obietnicy nie mogłam złamać, była zbyt ważna.
Umówiłam się z kolegą, wysłałam Sebastianowi nasze zdjęcie sugerując że umówiłam się z kimś innym. Chciałam zrobić
WSZYSTKO żeby nie było już powrotu.
Bałam się znowu bólu i upokorzenia, nie zasługuję na nie, tak jak nie zasługuje na takie traktowanie żadna kobieta.